Back to Top

URZĘDNICY POPIERAJĄ DONOSY W RAMACH 500+

OTHER PHOTOS

Dalszy ciąg sprawy wypowiedzi Małgorzaty Dankowskiej, dyrektor Wydziału Społecznego Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie, która oczekuje, że sąsiedzi będą kontrolować prawidłowość wydawania pieniędzy z 500+ i zawiadamiać władze.

W rozmowie z Gazetą Wyborczą Dankowska powiedziała:

„Jeśli sąsiedzi lub bliscy zauważą, że pieniądze z programu 500+ nie wydawane na dzieci, powinni zgłaszać takie przypadki do ośrodków pomocy społecznej. Wszystkie zgłoszenia sprawdzane".

Napisaliśmy do pani wojewody Ewy Leniart, która - jak się okazało - ma podobne zdanie, co jej podwładna. W odpowiedzi na nasze wezwanie do zdymisjonowania dyr. Dankowskiej, pani wojewoda odpisała:

Wyjaśniam, iż ustawa (...) zawiera możliwe do zastosowania w wyjątkowych sytuacjach mechanizmy zapobiegania marnotrawieniu świadczenia wychowawczego lub wydatkowania świadczenia niezgodnie z jego przeznaczeniem (art. 9 i art. 15 ustawy). Należy zatem uznać wypowiedź prasową pani dyrektor Wydziału Polityki Społecznej Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie za w pełni uprawnioną.

To idziemy wyżej, do przełożonego obu pań, ministra Błaszczaka. Może po prostu cały PiS chce permanentnej inwigilacji pod pozorem troski o dzieci.

Piszemy również do ministra Marczuka, odpowiedzialnego za program 500+. Pytamy go o to, czy z 500+ nie będzie jak z OFE. Czy na końcu okaże się, iż pieniądze wypłacane rodzinom to nadal środki publiczne i państwo ma prawo kontrolować ich wydatkowanie?

Jaka będzie odpowiedź min. Marczuka na pytanie:

"Czy słowa dyrektor Dankowskiej, potwierdzone przez przełożoną, koncepcje wypłacania 500+ na specjalne konta, wszystko to nie jest wstępem, by na końcu okazało się, że budżety rodzin składają się z części publicznej i prywatnej?"

 

DLA DOCIEKLIWYCH - przesłane pisma:

Pan
Mariusz Błaszczak
Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji

 

„Jeśli sąsiedzi lub bliscy zauważą, że pieniądze z programu 500+ nie są wydawane na dzieci, powinni zgłaszać takie przypadki do ośrodków pomocy społecznej. Wszystkie zgłoszenia są sprawdzane". Takiej wypowiedzi kilka dni temu ogólnopolskiej Gazecie Wyborczej udzieliła dyrektor Wydziału Społecznego Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie, pani Małgorzata Dankowska. Wymowa tych słów jest chyba jasna. Są tacy urzędnicy którzy oczekują, iż ustawa 500+ stanie się w ich rekach narzędziem do kontrolowania budżetów polskich rodzin. Aparatem kontrolnym będą sąsiedzi motywowani przez tych urzędników dobrem dzieci. Nawet w najbardziej totalitarnym okresie PRL władze nie miały chyba aż takich ambicji.

Zszokowani taką interpretacją przepisów tej ustawy napisaliśmy do pani wojewody, przełożonej pani dyrektor. Ku naszemu rosnącemu zdumieniu okazało się, iż podziela ona pogląd swojej podwładnej. W tej sytuacji nie pozostaje nic więcej, niż zapytać jeszcze Pana Ministra, czy również widzi to w ten sposób. Jeśli tak, sprawa dla Polaków powinna stać się jasna. Ustawa 500+ to z punktu widzenia administracji po prostu sposób wniknięcia władztwem państwowym do każdego domu. Jeśli natomiast te dwie panie coś źle zrozumiały to liczymy, iż Pan Minister wyciągnie najdalej posunięte konsekwencje personalne. W takim wypadku być może warto by również sprawdzić, czy także w innych województwach aparat biurokratyczny nie dokonuje już transformacji zapisów tej ustawy na swoje potrzeby, według swego wyobrażenia stosunków państwa i rodziny. Na dzień dzisiejszy wygląda na to, iż przepisy ustawy 500+ zostały stworzone również po to, by najpierw sąsiedzi, a później władze państwowe otrzymali upoważnienie do kontrolowania wydatków rodzin pod pozorem troski o prawidłowe wydatkowanie środków z programu 500+.

W załączeniu materiał prasowy z wypowiedzią pani dyrektor i pismo od pani wojewody.

 

*****

Pan
Bartosz Marczuk
Podsekretarz Stanu
Ministerstwo Rodziny
Pracy i Polityki Społecznej


 Czy Pan Minister od początku wiedział, że program 500+ będzie służył do rozszerzania władzy państwowej wewnątrz rodziny? Jeśli tak, to albo zmienił Pan Minister zdanie co do fundamentalnych kwestii światopoglądowych (sądząc po wcześniejszych publikacjach Pana Ministra), albo przyjął Pan Minister obecne stanowisko z racji czysto utylitarnych, nie bacząc na skutki swego działania.
 Pisząc każdą ustawę warto spróbować sobie wyobrazić, co zrobią z niej urzędnicy. Tak się złożyło, że akurat w Rzeszowie, rodzinnym mieście Pana Ministra kilka dni temu dyrektor Wydziału Społecznego tutejszego Urzędu Wojewódzkiego, pani Małgorzata Dankowska, udzieliła ogólnopolskiej Gazecie Wyborczej takiej wypowiedzi: „Jeśli sąsiedzi lub bliscy zauważą, że pieniądze z programu 500+ nie są wydawane na dzieci, powinni zgłaszać takie przypadki do ośrodków pomocy społecznej. Wszystkie zgłoszenia są sprawdzane".
 Panu Ministrowi jako osobie bliskiej raczej poglądom konserwatywno-wolnorynkowym nie trzeba chyba tłumaczyć, co to oznacza w praktyce. Ta ustawa stanie się pretekstem, by władza państwowa uczyniła kolejny krok w kierunku kontrolowania wszystkiego, a więc w stronę państwa totalitarnego. Na dodatek chodzi tu najbardziej niebezpieczny, miękki sposób kontroli za pomocą donosicielstwa sąsiadów. Jak wiadomo z historii wieku XX budowa państwa totalitarnego opartego o przemoc, niezbyt się powiodła. Natomiast na naszych oczach metody miękkie dają dużo lepsze rezultaty i wygląda nam na to, iż Pan Minister przykłada rękę do budowy monstrum.
 Po słowach pani dyrektor zwróciliśmy się do jej przełożonej, pani wojewody. Okazało się jednak, iż rozumie to ona dokładnie tak samo. Napisaliśmy jeszcze do przełożonego obydwu pań, czyli pana ministra Błaszczaka. Jednak już na tym etapie można zaryzykować twierdzenie, iż może być tak, że nie tylko w Rzeszowie urzędnicy niższych stopni będą chcieli z tej ustawy robić użytek, jak opisany. Wróćmy więc do początkowego pytania: Pan Minister wiedział, że tak będzie a mimo to zdecydował się uczestniczyć w tym podejrzanym moralnie procederze, czy też Pan Minister nie wiedział, co wskazywałoby na brak elementarnych umiejętności przewidywania skutków swoich działań? Konsekwencje każdej z odpowiedzi są chyba oczywiste, w związku z czym powstrzymamy się od werbalizowania ich wprost.
 Skoro już jest całkowicie jasne, w jakim duchu urzędnicy będą wykonywać tę ustawę, pozwolimy sobie jeszcze na kilka przepowiedni. Media zapewne z lubością będą pokazywać kolejne przypadki marnowania środków z 500+. Jeszcze ten rząd, a może następny będzie wobec tego zmuszony nakładać na rodziców obowiązek pisania szczegółowych sprawozdań, na co wydają pieniądze z 500+. A na końcu ktoś wpadnie na pomysł, iż prościej jest odgórnie postanowić, że te środki mają być przeznaczane np. na zapewnienie dzieciom posiłków w szkołach i korepetycje z przedmiotów, z których mają najsłabsze stopnie. Przy okazji ograniczy się w ten sposób bezrobocie wśród nauczycieli, spowodowane małą liczebnością kolejnych roczników. Oczywiście wcale nie oznacza to, że państwo zrezygnuje z odbierania od rodziców sprawozdań, ile pieniędzy i na co przeznaczają w związku z wychowywaniem dzieci. Rzecz jasna, dla dobra samych dzieci.
 Idea znajdzie zapewne życzliwe wsparcie wśród wielu zwykłych ludzi. Nie brakuje takich, którzy chętnie doniosą opiece społecznej, iż widzieli pod sklepem sąsiada pijącego piwo. Na pewno za pieniądze z 500+. A już z pewnością trzeba to sprawdzić. Pani Dankowska i jej podobne już czekają na takie sygnały. „Wszystkie zgłoszenia są sprawdzane".
 Chcielibyśmy też Pana Ministra zapytać, jaki właściwie charakter mają środki wypłacane w ramach 500+? To środki publiczne, czy prywatne? Widzimy tu pewne potencjalne podobieństwo do środków gromadzonych w OFE. Ludziom wydawało się, iż odkładają swoje prywatne pieniądze. Potem okazało się (vide np. znany wyrok Sądu Najwyższego), iż są to jednak środki publiczne. Czy słowa dyrektor Dankowskiej, potwierdzone przez przełożoną, koncepcje wypłacania 500+ na specjalne konta, wszystko to nie jest wstępem, by na końcu okazało się, że budżety rodzin składają się z części publicznej i prywatnej? A potem, kto wie, czy dla dobra dzieci władza państwowa nie uzna, iż powinna kontrolować wszystkie wydatki rodziny?