Back to Top

SMOLEŃSK: zabrakło Rymkiewicza

Standardowa wypowiedź na temat filmu “Smoleńsk” dotyczy tego samego od kilku lat. Był zamach, nie było zamachu. Po wysłuchaniu tych samych fraz milion razy, w sumie kompletnie nas to już nie interesuje. Film „Smoleńsk”, jako głos w takiej dyskusji, jest zupełnie nieciekawy.

Pochwalamy jednak realizację tego obrazu i zalecalibyśmy obejrzenie każdemu, ale z zupełnie innego powodu. Dla kulminacyjnej sceny, która dobrze pokazuje, jak pisowskie plemię rozumie polskość. Co nam chcieli przekazać? Jaką prawdę dostrzega główna bohaterka, której nawrócenie na polskość z drogi narodowej zdrady jest tematem filmu? Po przejrzeniu istoty bytu w jej świadomości zjawia się obraz tych, co zginęli w wypadku lotniczym spotykających rozstrzelanych w Katyniu.

Przeniesienie rzeczywistości w obszar duchowy, obcowanie zmarłych, odbywa się w całkowitym oderwaniu od kontekstu religijnego. To jest pierwsze, co w tej scenie rzuca się w oczy katolikowi. Oczywiście, z opisanych dalej powodów, bardzo to pochwalamy. Największym problemem romantycznej wersji polskości, której spadkobiercami są pisowcy, jest to, iż prowadzi ona katolicyzm na granice herezji, a najczęściej tę granicę przekracza. Najbardziej odrażającym symbolem tej tradycji są propagowane od czasów powstania styczniowego krzyżyki, na których Chrystusa zastępuje polski orzeł. To pomieszanie elementów doczesnych i transcendentnych jest szczególnie niebezpieczne. Umożliwia to bowiem ciągłe manipulowanie. Mechanizm działa w dwie strony. Jak trzeba, można twierdzić, że to umieszczenie polskości w kontekście religijnym. W praktyce jednak okazuje się, że to zamienianie rzeczywistości religijnej w doczesną, narodową. Taka koncepcja narodu jest zombie żywiącym się duchowymi pokładami katolicyzmu i przerabiającymi go na swoje potrzeby, co najlepiej obrazuje właśnie zamienianie Chrystusa na orła.

“Chwała” twórcom filmu, że nie wpisali się w kilkusetletni ciąg takich manipulacji, wypaczających zwłaszcza ludzi nie dość świadomych religijnie. Autorzy woleli wprost pokazać ducha narodu wyłaniającego się z grobów zmarłych jako niezwiązanego z Kościołem. Mamy tu wymowę nawiązującą wprost do romantycznych tradycji ducha według filozofii niemieckiej czy volkizmu. Od kilku lat polscy biskupi jakby nie chcieli tego dostrzegać i entuzjastycznie popierali PiS. Aż po wprowadzanie elementów wyznania smoleńskiego do kościołów i liturgii.

Szkoda tylko, iż film jest aż tak źle wykonany od strony artystycznej. Bylibyśmy za tym, żeby był to pełnotłusty pulpet pisowskiego volkizmu po obejrzeniu którego ci, którzy są na to podatni, pogrążą się w tej otchłani bez reszty, ale ci, którzy zachowali fundament chrześcijańskiego rozumienia świata, po zaaplikowaniu preparatu w mocnej dawce, uciekną na zawsze od tego ze wstrętem. Dlatego aż żal, że do realizacji filmu nie wzięto Jarosława Marka Rymkiewicza, klasyka i największego mistrza tej prawdziwej istoty ideologii PiS. To człowiek zdecydowanie niepozbawiony talentu. Dotknięty jego ręką film mógłby zadziałać dokładnie tak, jak opisaliśmy. Nikt nie pozostałby wobec niego letni i ufamy, że tych, których uzdrowiłby z pisowskiej ideologii, byłoby więcej. A tak, duża część ludzi może wyjść z kina znudzona a potem dyskutować tylko o tym, czego nie da się już słuchać. To znaczy: był zamach, nie było zamachu.