Back to Top

Red. Warzecha ofiarą tajnej broni

Red. Warzecha ofiarą broni elektromagnetycznej

Kilka dni temu nabijaliśmy się z Łukasza Warzechy, który nagle dostrzegł, że skutki rządzenia PiS mogą być kiepskie. Istotnie, napawa nas wielką wesołością jak osoby w rodzaju Staniszkis czy Warzechy gadają takie rzeczy. Niby inteligentni ludzie, od lat popierali Prawo i Sprawiedliwość, a gdy ich ulubieńcy doszli do władzy to nagle zauważyli coś, co wiadomo od zawsze - PiS u władzy to wcale dla Polski nie jest dobre.

W zasadzie można by poprzestać na ironicznym uśmiechu nad niby inteligentnymi ludźmi, ale poświęćmy parę minut tezom Warzechy. Przestał lubić PiS, bo okazało się, że ich rządy zniszczą klasę średnią. Opisywanie rzeczywistości tym pojęciem uważamy za dość jałowe, ale nagłe olśnienie Warzechy zdradza istotny symptom, który najlepiej będzie pokazać na przykładzie 500+.

Segmentacja wyborców PiS jest problemem w ogóle bardzo interesującym, ale poprzestańmy na wyróżnieniu dwóch grup: jedna z nich to ci, którzy uważają, że Polacy mogą zdobyć się na więcej, zbudować lepsze państwo. Drudzy uważają, że dostają od państwa zbyt mało w stosunku do tego, czego mają prawo oczekiwać, w szczególności zbyt mało pieniędzy. W pewnym uproszczeniu ta pierwsza grupa uważa, że jesteśmy w stanie zrobić więcej dla państwa, ta druga, że państwo powinno zrobić więcej dla nich. Ci pierwsi to zaplecze dla ewentualnego powstania w Polsce prawdziwego ugrupowania konserwatywnego, którego nigdy nie było, tych drugich PiS odziedziczyło po Samoobronie. Szczególnym zbiegiem okoliczności połączenie tych dwóch elektoratów dało PiS zwycięstwo po tym, jak pierwsi uznali, że PO jest zbyt przeżarta gangreną partyjniactwa, by budować porządne państwo, a ci drudzy - że PO nie chce im rozdawać tyle pieniędzy, ile by sobie życzyli.

Wolimy mówić o konserwatywnej części wyborców PiS, a nie o klasie średniej, jak Warzecha, ale właśnie na przykładzie 500+ empirycznie okazało się, że PiS jest ugrupowaniem populistycznym, a nie konserwatywnym. Idea świadczeń finansowych mających wspierać rodziny powstała w środowiskach konserwatywnych, kilka lat temu. Została nawet zmaterializowana w daleko zaawansowanych konkretnych, nawet kilku, projektach ustaw. Co je różniło od tego, co robi PiS? Przede wszystkim dwie rzeczy. Konserwatywność prowadzonych wówczas prac, dążenie do poprawy działania państwa polegała na tym, że nowa ustawa miała zastąpić obecną ustawę o świadczeniach rodzinnych. Innymi słowy, źle wydawane pieniądze w ramach obecnej ustawy, miały być przesunięte do nowej, która sprawi, że dzięki wydatkowanym środkom faktycznie wzmacniana będzie instytucja rodziny. Z tym wiąże się drugi problem, miało chodzić o wzmacnianie rodziny, a więc pożądanej z punktu widzenia solidności państwa sytuacji, gdy ludzie żyją w stałych, najlepiej nierozwiązywalnych związkach, wychowują w nich dzieci, opiekują się sobą nawzajem co sprawia, że nie jest potrzebna gigantyczna interwencja, oczekiwana w sytuacjach, gdy rodzina nie jest w stanie spełniać tych funkcji. W praktyce PiS wyszło coś dokładnie odwrotnego. Nikt nawet nie pomyślał, żeby reorganizować obecne ustawy, zebrać pieniądze, które w tej chwili wydawane są nieefektywnie - a więc właśnie konserwatywnie zrobić coś dla państwa. PiS poprzestało na dodatkowym rozdawaniu pieniędzy, przy pozostawieniu dotychczasowych zasiłków generujących spore koszty. Po drugie, ani się PiS nie zająknęło o tym, że z punktu widzenia państwa nie jest obojętne, czy wspiera się rodziny, czy ludzi żyjących doraźnie, w jakichkolwiek związkach. Dla PiS rodzina to dalej to, o czym mówi obecna ustawa o świadczeniach rodzinnych, czy ustawa o pomocy społecznej - dowolna grupa ludzi mieszkająca razem.

Jeszcze bardziej pociesznie niż Warzecha w tym kontekście wygląda Marczuk, które wszystkie te uwarunkowania doskonale zna, a mimo to zdecydował się być realizatorem populistycznego planu PiS jako minister.. W każdym razie bardzo zabawnie jest czytać wypowiedzi takie, jak Warzechy. Do pana redaktora zaczyna docierać, że oportunizm PO nie został zastąpiony pracą nad poprawą państwa, ale populistycznym jeszcze większym państwa psuciem. Honorowo, pan Warzecha, który tyle lat uprawiał PiS-owską propagandę, powinien sobie po prostu palnąć w łeb. Ponieważ jednak byłby to czyn głęboko niechrześcijański, może powinien po prostu ogłosić, iż spaliwszy się ze wstydu za głupoty które wypisywał, poszuka sobie innego życiowego zajęcia.

Może też popłynąć z nowym głównym nurtem ogłaszając, że jest ofiarą modnej w tych kręgach broni elektromagnetyczne. Ciemny lud powinien to kupić...