Back to Top

Jedna baba drugiej babie...

czyli POPiSowe debatowanie widziane z kuchni

W transmisjach przemówienie Beaty Szydło przeszło w wystąpienie Ewy Kopacz. Ktoś, kto gotował w tym czasie obiad i tylko jednym okiem rzucał w telewizor, raczej nie miał szans połapania się, przedstawiane mu dwie odmienne wizje Polski. Ten, kto tylko słyszał konwencyjną debatę z zza ściany, nie miał szans - partyjniackie słowotoki zlewały się w jeden cuchnący, propagandowy rynsztok.

W tej chwili w Polsce konkurują ze sobą dwa poglądy. Pierwszy, wszystko jest OK, należy tylko odsunąć od władzy PO. Drugi, że rewizji wymaga cały system. Obecna klasa polityczna jako całość buksuje w miejscu i kompletnie nie ma pomysłu, jak to zrobić, by Polska rozwijała się na miarę ambicji Polaków.

Zwolennicy pierwszej diagnozy uważają, iż wystarczy odsunąć PO od władzy. Wówczas PiS, może z Kukizem w charakterze przystawki, obniżą wiek emerytalny i będzie git. Druga opcja to pogląd, iż zmianą ordynacji wyborczej trzeba wymienić personalnie klasę polityczną, a odebraniem dotacji z budżetu należy zagłodzić aparaty partyjne, eliminując możliwość uprawiania polityki głównie przez organizowanie takich, jak wczorajsze, konwencji. Dopiero, gdy tego się dokona, jest szansa na wyłonienie nowej klasy politycznej, która zaoferuje Polakom nowe propozycje programowe.

Którą z tych opcji wybiorą Polacy, obecnie nie wiadomo. Pozostaje mieć nadzieję, że wczorajsze jałowe imprezy staną się kamieniem węgielnym w budowaniu powszechnego przekonania, iż z mieszania w dotychczasowym partyjnym garnku nic ciekawego wyniknąć już nie może. Budować to przekonanie zapewne będzie również dalsza kampania w wykonaniu Ewy Kopacz i Beaty Szydło.

Im bardziej Polacy będą dostrzegać, iż obecna premier i premier in spe nie bardzo się różnią, tym bardziej pytać będą o alternatywę.