Back to Top

JAWNA WOJNA W PIS NA PODKARPACIU

No i mamy w podkarpackim PiS wojnę na całego. Po jednej stronie Władysław Ortyl (szef partii w okręgu 23 i marszałek województwa). Po drugiej Krystyna Wróblewska (właśnie mianowana przez prezesa Kaczyńskiego pełnomocnikiem do spraw wyborów samorządowych). Ustanowienie dwóch konkurencyjnych ośrodków władzy to pewna droga do konfliktu. Widać prezes Kaczyński tego chciał, skoro zdecydował się powołać “partię w partii”, czyli pełnomocników do spraw wyborów. Nastąpiło to na wiele miesięcy przed wyborami, więc nie chodzi tylko o funkcje techniczne organizatora procedur wyborczych. To stanowisko polityczne.

Po kilku tygodniach wyczekiwań pierwszy do ataku ruszył Ortyl. Wykorzystał sytuację, gdy Wróblewska próbowała zmniejszać temperaturę polityczną w regionie wysyłając stanowisko, iż spekulacje medialne o kandydatach na prezydenta Rzeszowa uważa za przedwczesne. Ortyl odpowiedział jej mailem którym „przypadkiem” rozesłał się nie tylko po politykach PiS, ale i po dziennikarzach, którego sens w skrócie sprowadzał się do tego, żeby nie brała się za rzeczy, na których się nie zna. Np. za wystąpienia medialne, bo w tym zakresie właściwy jest Wojciech Buczak (przypadkowo lansowany przez Ortyla na prezydenta Rzeszowa...). Buczak już teraz lansowany, a więc - odwrotnie niż Wróblewska - Ortyl sądzi, że już czas rozpocząć przedwyborczą walkę polityczną.

W piątek 7 kwietnia Ortyl zaatakował już na całego. Zwołał konferencję prasową w Mielcu, gdzie aż roi się ostatnio od konfliktów wewnątrz PiS. Mimo to uznał za właściwe udzielanie z Mielca poparcia Buczakowi. Po drugie jednoznacznie dał do zrozumienia, że o tym, kto będzie kandydatem na prezydenta Mielca, decydować będzie on. Bezpardonowo rozprawił się z lansowaną po cichu przez Tomasza Porębę kandydaturą Jakuba Ceny stwierdzając, iż „młodość trochę się nie sprawdziła”, co było bezwątpienia skierowane ostrzem właśnie w totumfackiego Poręby. Kilkukrotnie Ortyl powtórzył, że kampania wyborcza już trwa. Bardzo ciekawe, co na to Państwowa Komisja Wyborcza?

Jakie wnioski z tego płyną? Oceniając rzecz starą brydżową zasadą (słaby aktywny, silny pasywny) wynikałoby, iż gang związkowy w PiS (Ortyl - Buczak) czuje się bardzo zagrożony polityką prezesa Kaczyńskiego powoływania służb specjalnych w partii (pełnomocników wyborczych na ponad półtora roku przed wyborami). Jest też jednak druga interpretacja, iż ta grupa uznała Wróblewską za polityka całkowicie niepoważnego, z którym należy się rozprawić natychmiast by nie dać jej nawet cienia szansy na zbudowanie czegokolwiek w regionie na otrzymanej z rąk prezesa nominacji. Z takiej strategii Ortyla Wróblewska niewątpliwie odczytać musiała: albo pozbawi Ortyla funkcji partyjnej (szefa regionu), albo sama może się do politycznego grobu położyć - Ortyl na wstępie zadeklarował, że nie uznaje jej prawa do istnienia.

My w żadne reformowanie PiS nie wierzymy, więc w sumie całkowicie nam wszystko jedno: Ortyl wdepcze w ziemię Wróblewską, czy Wróblewska poderżnie gardło Ortylowi. Jedyne na co możne liczyć ktoś, kto obserwuje z pozycji konserwatywnych, jak nasze, to że przy rozliczeniach zostaną wyciągnięte różne rzeczy, które już dawno powinny ujrzeć światło dzienne. Sądząc po życiorysie Wróblewskiej, raczej wiele za pazurami nie ma. Właśnie dlatego jest pewna szansa, iż z tego i owego o czym wielokrotnie pisaliśmy, rozliczy ona Ortyla. Guzik nas obchodzą ich partyjniackie rozgrywki, ale obiektywnie to akurat byłoby dobre dla Podkarpacia.