Back to Top

DZIAŁKI POD MILLENIUM: W CO GRAJĄ KULTYS, DEC I SZUMNY?

We wtorek napisaliśmy, że całkiem już nie wiemy o co chodzi w sprawie Millenium HALL . Później jednak portal Rzeszów News opublikował materiał z wypowiedziami Andrzej Dec i Roberta Kultysa, po których możemy powiedzieć jedno z pewnością. Obydwu im nie chodzi na pewno o to, co werbalnie deklarują.

„Kupuje pan mieszkanie i nagle okazuje się, że jest jakiś problem z przedpokojem i trzeba go jeszcze wykupić. Jaki jest sens dopuszczać inne osoby do tej procedury, skoro pan jest właścicielem mieszkania? Wiadomo, że jeżeli ktoś inny kupiłby przedpokój pana mieszkania, to tylko po to, żeby robić panu problemy i zrobić własny interes” - mówi rzeszow-news.pl Kultys.

„Nie wyobrażałem sobie, żeby działka była wystawiona na nieograniczony przetarg. W naszych realiach pojawiliby się zawistnicy tej galerii, którzy próbowaliby zrobić na złość właścicielom Millenium Hall” - wtóruje mu Dec.

„Chodziło o to, by Marta Półtorak miała gwarancję, że to ona będzie miała pierwszeństwo kupno działki” - podsumowuje rzeszow-news.pl.

Nie, Czcigodna Redakcjo. Gdybyście na spokojnie przeanalizowali własny materiał (wszystkie dane tam ) wiedzielibyście, że akurat o to z pewnością nie chodzi.
Wróćmy do pierwszej uchwały, którą niedawno uchyliła wojewoda. Chciano sprzedać działkę bezprzetargowo obecnemu właścicielowi Millenium Hall na podstawie ustawy o gospodarce nieruchomościami. To tego zapewne tyczy się wywód z omawianego artykułu: „Urzędnicy twierdzą, że muszą doliczyć ok. 18 mln zł, mimo, że to pieniądze włożone przez inwestora. Ratusz tłumaczy się, że do wyceny działki musi doliczyć poniesione na niej nakłady, bo nakazuje to ustawa o gospodarce nieruchomościami”.

To dlatego właśnie podejmując nową uchwałę Kultys zaniechał wskazywania tych co poprzednio przepisów ustawy o gospodarce nieruchomościami. We wczorajszej uchwale jako podstawę prawną podano już art. 231 kodeksu cywilnego. Tylko że nie wskazano, czy chodzi o § 1 czy § 2 tego przepisu. Po artykule rzeszow-news.pl znamy odpowiedź na to pytanie, bo udzielił jej sam Kultys: ”Kodeks cywilny mówi, że jeżeli inwestor zabudował fragment nie swojej działki, a tak się stało w tym przypadku, to miasto ma prawo żądać wykupu terenu po cenach rynkowych”. § 1 mówi o tym, kiedy żądać wykupu może ten, kto wybudował na cudzej działce. § 2 odwrotnie, kiedy może to uczynić ten, na kogo działce wybudowano. Skoro Kultys wskazuje, że „miasto ma prawo żądać” to wiemy, że chodzi mu o art. 231 § 2. Tylko tu niespodzianka: sądy administracyjne twierdzą, iż w takim przypadku konieczne jest… zastosowanie procedury przetargowej (np. wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Olsztynie z dnia 9 września 2010 roku w sprawie II SA/Ol 662/10) - a więc dokładnie to, czego ponoć Kultys chce uniknąć.

Nawiasem mówiąc do celu który deklarują Dec i Kultys nie wiedzie też powołanie się na art. 321 § 1 kodeksu cywilnego. To już nie jest nasze przypuszczenie, tylko w opiniach zamówionych przez Miasto (opinia radcy prawnego Arkadiusza Prusaczyka z dnia 29 lutego 2016 roku, opinia radcy prawnego Małgorzaty Zymańskiej z dnia 31 marca 2016 roku) stwierdza się, iż w tej sprawie nie może być mowy o budowaniu roszczeń na podstawie tego przepisu.
Zapytaliśmy kilku znajomych prawników, czy to, co robią Kultys z Decem może wynikać po prostu z niewiedzy? Wszystkie nasze rozmowy wyglądały mniej więcej tak samo. Czy gdyby Kultys z Decem zapytali prawnika jest możliwe, że ktoś doradziłby im rozwiązanie problemu według deklarowanego przez nich celu metodami które podjęli? Nie, to raczej niemożliwe - każdy prawnik który zajmuje się trochę nieruchomościami wie, albo z łatwością sprawdzi te uwarunkowania dotyczące możliwości sprzedaży bezprzetargowo, czy bez wartości budowli i urządzeń - odpowiadali nasi rozmówcy. Czy możliwe jest, że takich rzeczy nie wiedzą prawnicy Miasta? Nie, to już całkowicie wykluczone, Miasto ma profesjonalną obsługę prawną i muszą stale zajmować się podobnymi sprawami. Czy możliwe jest, że nie wiedzą tego prawnicy wojewody? (Kultys z Decem twierdzą, że obecną uchwałę uzgodnili z prawnikami wojewody). Tu nasi rozmówcy mówili, że co prawda nie wiedzą dokładnie, kto obsługuje Urząd Wojewódzki po PiS-owskich zmianach, ale uznali za bardzo mało prawdopodobne by zatrudniono tam kogoś, kto nie rozumie w sumie prostych kwestii prawnych.

Co z tego wynika? Kultys z Decem deklarują jedno, ale wygląda na to, że chodzi im o coś zupełnie innego. O co? A to już pewnie trzeba ich pytać. Jedno jednak wynika z tego jasno. Proponowane przez nich rozwiązania całkowicie nie korespondują z deklarowanymi celami i raczej nie sposób przypuścić, że jest to efekt niewiedzy - bo jakby zapytali prawnika, to by im wyjaśnił, a przecież każda uchwała Rady Miasta przez prawników musi być opiniowana.

Pozostaje nam jeszcze dodać, że jesteśmy bardzo rozczarowani postawą osobistą Andrzeja Deca. Panie Przewodniczący - uważaliśmy Pana dotąd za miłego, kulturalnego, raczej starającego się działać merytorycznie człowieka. Uważamy tak niezależnie od różnic politycznych, jakie nas rzecz jasna dzielą. „Pan Dzieszko, który zaskarżył poprzednią uchwałę, daje się komuś używać. Służy złej sprawie” - powiedział Dec dla rzeszow-news.pl. A jeszcze bardziej pojechał podczas posiedzenia Rady, grzmiąc publicznie, podczas posiedzenia z fotela przewodniczącego, że Dzieszko nie jest żadnym partnerem do dyskusji. Niegrzeczne to było i niepotrzebne. My Pana Przewodniczącego szanujemy, zawsze jest Pan partnerem do dyskusji. Jest Pan Przewodniczący w stanie rozwinąć insynuację, że „Dzieszko daje się używać i służy złej sprawie”?

Jak wykazaliśmy wyżej, to Pan Przewodniczący z Kultysem podejmujecie działania, które zdecydowanie nie korespondują z werbalnie deklarowanymi przez was celami. Proponujemy więc obniżyć temperaturę wypowiedzi, a chyba nie jest oderwane od realiów oczekiwanie, że Pan Przewodniczący przeprosi za swe niesprawiedliwe słowa. Wojewoda uchyliła uchwałę, bo zwróciliśmy uwagę na jej bezprawność. O obecnej można powiedzieć to samo i również nie omieszkamy to zgłosić.
Proponujemy rozpocząć od tego: coś jest zgodne z prawem czy nie. Nie może być tak, że ktoś podnosi pytania z takiego motywu? By dochodzić praworządności? Oczywiście, nasze środowisko jako opozycja pozaratuszowa z powodów politycznych chętnie ukaże dyletantyzm organów wykonawczych i uchwałodawczych władz Rzeszowa. Nie jest to jednak część normalnych procedur demokratycznych? Naprawdę dobre powody, by Pan Przewodniczący obrażał nas tak, jak w ostatnich publicznych wypowiedziach?